W reakcji na sygnały o postępach w negocjacjach mających na celu przywrócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz notowania surowca spadły w pierwszych dniach sierpnia 2026 r. Rynek zareagował zarówno na słowa przedstawicieli administracji USA, jak i na deklaracje państw regionu o planach tymczasowego korytarza morskiego. Dodatkowo pojawiły się doniesienia o powrocie części personelu dyplomatycznego na Bliski Wschód, co odebrano jako sygnał zmniejszenia ryzyka eskalacji. W tym samym czasie publikowane były dane o wyraźnym wzroście zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych.
Dlaczego kursy spadły?
Negocjacje między Waszyngtonem a stronami z regionu wywołały nadzieję na stopniowe przywrócenie tranzytu ropy przez cieśninę. Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent oraz politycy z otoczenia przekazali informacje o intensywnych rozmowach, a przywódcy wspomnieli o możliwym szybkim porozumieniu. Równocześnie przedstawiciel Omanu zapowiedział, że wkrótce razem z Iranem ogłosi uruchomienie tymczasowego korytarza morskiego przez cieśninę. Te sygnały obniżyły oceny krótkoterminowego ryzyka związanego z podażą.
Na ceny wpływały też dane rynkowe. W jednym z notowań na kontraktach terminowych Brent na giełdzie ICE kurs zamknięcia wyniósł 88,58 USD za baryłkę, co oznaczało przecenę prawie 4 proc. Inne komunikaty wskazywały, że po wypowiedziach oficjeli Brent w pewnym momencie spadł nawet poniżej 80 USD za baryłkę. Dodatkowo amerykańskie zapasy surowca wzrosły o około 17,42 mln baryłek, co zmniejszyło presję na wzrost cen.
Czy otwarcie Ormuzu wystarczy, by ustabilizować rynek?
Specjaliści zwracają uwagę, że przywrócenie przepływu przez cieśninę to nie jedyne zadanie przed sektorem energetycznym. Uszkodzenia rafinerii i ograniczenia w przepustowości instalacji powodują, że nawet wzrost tranzytu nie natychmiast przywróci poziom podaży sprzed konfliktu. Z raportów branżowych wynika, że średnie przeroby rafinerii na Bliskim Wschodzie spadły znacząco w porównaniu z rokiem ubiegłym.
Firma analityczna Kpler i inni eksperci przypominają, że przed wybuchem konfliktu przez Ormuz przechodziło dziennie setki statków i dziesiątki milionów baryłek surowca. Nawet przy otwarciu cieśniny rynek będzie musiał uwzględnić konieczność naprawy infrastruktury, uzupełnienia zapasów oraz ryzyko przesunięć handlowych na alternatywne trasy. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) prognozuje jednocześnie, że wpływ obecnych zakłóceń będzie odczuwalny przez dłuższy okres, a podaż i popyt mają się odbić dopiero w przyszłym roku.
Co to oznacza dla notowań w krótkim terminie?
Notowania pozostaną wrażliwe na każde nowe wiadomości dotyczące negocjacji wokół cieśniny oraz na publikacje danych zapasów i wykorzystania mocy rafineryjnych. Gdy z rynku napływają informacje o możliwym otwarciu korytarza, presja na spadek cen ropy rośnie. Przeciwnie, doniesienia o impasach w rozmowach lub kolejnych atakach na instalacje energetyczne szybko odwracają ten ruch.
W praktyce oznacza to, że inwestorzy i operatorzy handlowi będą obserwować komunikaty polityczne oraz tygodniowe raporty zapasów w USA. Do stabilizacji wymagana jest koordynacja kilku elementów: przywrócenie tranzytu przez Ormuz, naprawa uszkodzonych rafinerii i uzupełnienie zapasów, co według prognoz może zająć wiele miesięcy.