11 września 2001 w rejonie Decatur Street w Brooklynie zamordowany został Henryk Siwiak, krakowianin mieszkający w Stanach Zjednoczonych od października 2000 roku. Do zdarzenia doszło wieczorem lub w nocy, kiedy Siwiak wyruszył do nowej pracy w supermarkecie Pathmark przy Albany Avenue. Policja znalazła na miejscu siedem łusek, a mężczyzna został odnaleziony martwy na chodniku w pobliżu klatki schodowej jednego z budynków.
Jak przebiegały okoliczności zdarzenia?
Siwiak wyszedł z mieszkania po otrzymaniu telefonu z agencji pracy i miał poprosić o wskazówki, jak dotrzeć do sklepu. Najpierw mieszkał u siostry w Queens, później wynajmował pokój w Brooklynie. W rejonie, gdzie się znalazł, mieszkańcy i znajomi ostrzegali go, że to niebezpieczna okolica. Na miejscu zdarzenia znaleziono torbę mężczyzny na schodkach budynku przy 119 Decatur Street. Ślady krwi wskazywały, że próbował dostać się do budynku domofonem i pukaniem, ale nikt nie otworzył drzwi.
Jakie ustalenia podaje policja i co wiadomo o śledztwie?
Policja zabezpieczyła na miejscu siedem łusek. W aktach pojawiają się różne zapisy co do kalibru broni — według części informacji był to pistolet 10 mm, inne źródła mówią o kalibrze 0,40. Funkcjonariusze nie ustalili motywu zbrodni ani nie zatrzymali sprawców. Departament policji nowojorskiej zaoferował nagrodę w wysokości 10 000 dolarów za informacje prowadzące do ujęcia sprawców, a organizacja Crime Stoppers dodatkowe 2 000 dolarów.
Co o sprawie mówią najbliżsi i jakie są teorie?
Żona zmarłego, Ewa Siwiak, oraz jego siostra Lucyna opisywały go jako człowieka zmieniającego pracę i szukającego nowych doświadczeń. Rodzina przypominała, że Henryk miał trudności z angielskim i często nosił kurtki moro. W środowisku pojawiły się różne hipotezy dotyczące przyczyn śmierci — od pomyłkowego potraktowania go jak osoby podejrzanej po akty przestępcze związane z gangami. Policja nie wykluczyła żadnej z wersji, ale nie przedstawiła wystarczających dowodów potwierdzających konkretny motyw.
Jakie były skutki dla rodziny?
Śmierć Henryka została potwierdzona dopiero następnego dnia, a identyfikację przeprowadziła jego siostra na podstawie zdjęć zwłok. Prochy mężczyzny zostały pochowane w urnie na cmentarzu w Batowicach. Instytucja amerykańska zajmująca się pomocą ofiarom przestępstw przekazała rodzinie symboliczną kwotę 668,16 dolara. Rodzina do dziś nie uzyskała odpowiedzi na pytanie, kto i dlaczego zabił Henryka Siwiaka.
Sprawców nie ustalono, a nagrody za informacje — 10 000 USD od departamentu policji i 2 000 USD od Crime Stoppers — pozostały ogłoszone przez organy prowadzące dochodzenie.