W poniedziałek na giełdzie metali w Londynie notowania miedzi z kontraktów trzy miesięcznych osiągnęły najwyższy w historii poziom. Bloomberg i kilka mediów raportowały, że kurs zbliżył się do poziomu rzędu 14 533 USD za tonę, bijąc poprzedni rekord z 29 stycznia. Wzrosty pojawiły się w trakcie kilku sesji z rzędu.
Co napędza skok cen?
Na pierwszy plan wysunęły się krótkoterminowe działania handlowe związane z rynkiem amerykańskim. Inwestorzy i handlowcy zwiększyli popyt na szybkie dostawy miedzi do USA w oczekiwaniu na możliwe wprowadzenie ceł na rafinowaną miedź przez administrację amerykańską. To spowodowało odpływ metalu z zapasów na innych rynkach oraz wzrost premii za dostawę natychmiastową, czyli zjawisko backwardation.
Informacje rynkowe wskazują też na skurczenie się bufora zapasowego: w systemie magazynowym LME pozostaje około 205 000 ton miedzi, a znacząca część tego wolumenu została już przeznaczona do odbioru, co zmniejsza dostępność surowca dla pozostałych kupujących.
Jakie są sygnały z innych giełd i z produkcji?
Na amerykańskim Comex miedź była wyceniana na poziomie około 6,8285 dolara za funt, a notowania w Szanghaju także wzrosły, co pokazuje, że popyt na szybkie dostawy dotyczy wielu rynków. Równocześnie dane o podaży wskazują na osłabienie produkcji: w pierwszym półroczu globalne wydobycie miedzi zmalało o około 1,1 proc., a produkcja koncentratu spadła o około 2,6 proc., co dodatkowo wspiera presję cenową.
Jaki wpływ ma to na spółki górnicze?
Wyższe ceny miedzi przełożyły się na wzrost wycen największych koncernów surowcowych notowanych w Europie. W tym roku najsilniejszy wzrost notuje Glencore, następnie znajdują się m.in. Anglo American, KGHM i Rio Tinto. Indeks europejskich spółek surowcowych zyskał w tym roku blisko 30 proc., co pokazuje, że sektor korzysta na obecnym ruchu cenowym.
Na rynku pozostaje jednak pytanie, czy przyspieszone zakupy i przesunięcie dostaw do USA wystarczą, by zaspokoić długoterminowy popyt związany z rozwojem centrów danych, elektromobilnością i energetyką odnawialną. Departament Handlu USA rekomendował wstępnie wprowadzenie ceł na rafinowaną miedź — według przedstawionej w niektórych raportach propozycji miałyby one zaczynać się od 15 proc. w 2027 r. i rosnąć do 30 proc. w 2028 r. — ale ostateczna decyzja nie zapadła.
Na LME sytuacja zapasowa i presja na szybkie dostawy pozostają kluczowymi wskaźnikami dalszego przebiegu notowań.